Nigdy nie mów zawsze…

Ponownie ogrom prywaty. Dlaczego tutaj? Nie dlatego, że nie potrafię być wprost szczera. Ten wpis jest pretekstem, żeby Cię tu zaprosić. Poza tym tylko tutaj jestem sobą. I przeczytasz, jeżeli będziesz chciał. Tu nie napiszę wprost i nie musisz czytać, ani odpowiadać. Będzie bardzo prawdziwie. Możesz przestać w tym miejscu, bo wiem, że nie wszystko, co będzie dalej może Ci się spodobać, a wiele może zmienić.
Wiedziałam, że prędzej czy później znów zagościsz w moim życiu. Nawet sobie wyobrażałam, jak każę Ci z niego wypieprzać, ale masz dobry bajer i wymiękłam. A może to nie bajer… Pewnie wypłynie niedługo wraz z natłokiem myśli. Pamiętasz, jak mi powiedziałeś „chyba się zakochałem”? I to wcale nie we mnie, mimo że tak długo czekałam, by to usłyszeć. Przebolałam, bo sama nie byłam pewna tego, co czułam. Wiesz jak się bałam, że kiedy Cię pierwszy raz pocałuję, poczuję te „motylki” i wtedy zacznie boleć? Ale nie wiem, czy ich nie było, czy po prostu tak bardzo nie chciałam ich czuć… Ale kiedy drugi raz mnie zostawiłeś… Niby nic wielkiego, a zmieniło mnie bardzo. Zaufanie nabrało większego, niemal sakralnego znaczenia, przyjaźń damsko-męska przestała istnieć, a ja… Ja wolę być sama, niż po raz kolejny cierpieć przez stratę kogoś, kto miał być na zawsze. Wiesz… Od tamtego czasu nikomu w pełni nie zaufałam. Mam tylko tych kilka aniołów, którzy weszli do mojego serca przed Tobą. Ich boję się stracić. Teraz nie potrafię wyzbyć się dystansu, świadomości, że każdy może w dowolnym momencie odejść. Wiesz, kiedy wkurzam się na Ciebie najbardziej? Kiedy tą postawą ranię naprawdę wspaniałych ludzi.
Jak zauważyłeś, wybaczyłam, ale choćbym się starała, nie potrafię zapomnieć. Do Ciebie też mam dystans… Czasami mam ochotę odpisać Ci coś takiego, żebyś wiedział… Ale to bez sensu i szczeniackie. Chciałeś, żeby było jak kiedyś. Tak do końca to niemożliwe. Już nigdy tak wariacko się w Tobie nie zakocham. Mam z góry określone granice. Nie chcę znów czekać na Ciebie. To było jak pogoń za bańką mydlaną. Już się wydawało, że chwycę ja w moje ręce, a ona znów uciekała z podmuchem wiatru. Raz była bliżej, raz dalej, aż w końcu pękła… Ty masz swoje życie tam, ja tutaj. Nie będę znów ganiać za bańką, bo w tej pogoni mogę przeoczyć coś, co los dla mnie ma. A marzenia dzielę na te realne, wątpliwe i nierealne. I chociaż moje serce ma dużą siłę głosu, kieruje rozum. Ostrożność? Strach? Interpretuj, jak chcesz.
Mimo wszystko, chcę Ci podziękować. Pisałam o tym w którymś wpisie na początku ubiegłego roku. To dzięki Tobie poznałam siebie, narodziłam się. Poruszyłeś struny, których nikt wcześniej nie dotykał. Głównie dzięki temu jest ten wpis i możesz go czytać. To zadecydowało o moim zaufaniu do Ciebie. Byłeś moim mentorem. Nikt nie jest idealny, ale każdy ma swój ideał. Dla mnie byłeś nim Ty. Wiem, że piszę w czasie przeszłym, ale ciężko podziwiać kogoś, do kogo ma się żal. Nie o Twój wybór, nie o to, że ratowałeś swój związek, a o to, że tyle czasu pozwoliłeś mi myśleć, że jestem dla Ciebie nikim, a podobno byłam taka ważna. Nie dziw się więc, że dziś trudno mi w to uwierzyć, że trudno uwierzyć mi w to, że po raz kolejny nie znikniesz. Przecież wystarczy chwila nieuwagi, jak wtedy… Ludzie znikają z mojego życia z dnia na dzień i staram się być na to przygotowana. Na Twoje odejście też. Nasze drogi na pewno jeszcze nie raz się spotkają, ale nigdy na stałe. Wiem, co sądzisz o słowie nigdy, jednak dla mnie ono jest bardziej pewne niż słowo „zawsze”.
Pewnie coś pominęłam, o czymś zapomniałam… Ale w końcu wyrzuciłam z siebie coś, co gnębiło mnie długi czas. Starałam się nie być „sukowata” jak mam to w zwyczaju. Tak czy inaczej i tak doczytałeś do końca. Mam rację? Jesteś teraz bogatszy w wiedzę. Wykorzystaj ją mądrze.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.