Tak na chwilę…

Dlaczego nad niektórymi sytuacjami nie należy się zastanawiać? Bo jeżeli coś jest na chwilę, to trzeba się tym cieszyć, a nie rozkładać na czynniki pierwsze. Hm… A może jeśli dotrze do nas, że to lada chwila się skończy, zrezygnujemy z tego od razu, chcąc uniknąć ewentualnych konsekwencji, nie chcąc tracić czasu i energii? A po co rezygnować z czegoś, co niesie ze sobą coś pozytywnego? Ważne, żeby się zbytnio nie przyzwyczaić, a już na pewno nie przywiązywać, bo kiedy to się skończy, pozostanie pustka, a pustki bywają bolesne. Nie jest to łatwe. Szczególnie dla osób, które nawet angażując się na moment, robią to w pełni, bo nie ma sensu robić czegoś tylko po części, tylko w połowie. Może to irracjonalne, ale trzeba zachowywać się tak, jakby miało to trwać wiecznie, jednocześnie pamiętając, że wcale tak nie będzie. To sprawia, że jest dobrze, i nadal będzie, pomimo wszystko.

Przyzwyczaiłam się. Czy za bardzo? To się okaże. Wiem, że jestem tylko na chwilę, bo taki czas, bo tak wyszło.

Czy przyzwyczajenie jest złe?

Dziwne pytanie. Z resztą jak większość zadawanych przeze mnie pytań. Na początek należy odpowiedzieć, czym jest przyzwyczajenie, z czym się wiąże i jakie niesie za sobą konsekwencje. Moim zdaniem jest to po prostu stan umysłu. Przyzwyczajamy się do sytuacji, miejsc, rzeczy, ludzi, czyli akceptujemy je, poniekąd się z nimi zgadzamy, czasami nawet nieświadomie. To tak jak z porami roku- przyzwyczajeni jesteśmy, że po zimie nadchodzi wiosna. Z przyzwyczajenia ludzie, pierwsze co robią po przebudzeniu, to sprawdzają telefon. A co jeśli telefon się zepsuje? Nic. Odzwyczajają się. Do wszystkiego można przywyknąć i odzwyczaić się, bo jeśli to stan umysłu, to wszystko można sobie logicznie wytłumaczyć.
Do jednych rzeczy łatwiej nam się przyzwyczaić, przy innych idzie nam to opornie. To tak jak zmiana auta z manualną skrzynią biegów na automat. Jedni ludzie jeszcze długo szukają drążka wciskając nieistniejące sprzęgło, inni od razu przyzwyczajają się do innego stylu jazdy.
Trochę bardziej skomplikowane jest przyzwyczajenie się do ludzi, bo nie da się porównać przyzwyczajenia do tej samej ekspedientki w sklepie z sąsiadką, z którą codziennie wypijamy kawę plotkując. Jednak czy zmienią ekspedientkę, czy sąsiadka się wyprowadzi, staniemy przed nową sytuacją, nową osobą, do której się przyzwyczaimy, odzwyczajając od poprzedniej. W sumie sama nie wiem, czy bardziej przyzwyczajamy się do ludzi, czy sytuacji z nimi związanymi, ale im więcej dobrego dostajemy od danego człowieka, tym gorzej się później odzwyczaić, ale zawsze się uda, bo z logicznego punktu widzenia, nic nie trwa wiecznie.
Należy pamiętać również, że przyzwyczajenie od przywiązania dzieli cienka granica. Czym jest przywiązanie? Czymś więcej niż stanem umysłu. Tutaj już powstaje więź uczuciowa. Prosty przykład- dom rodzinny. Mimo że wszystkie logiczne tłumaczenia wskazują,że najlepszym wyjściem jest go sprzedać, serce nie pozwala. Tyle wspomnień, miejsc, tęsknota, nostalgia. Ciężko jest nam się przyzwyczaić, że to nie będzie już nasz dom. Przywiązanie sprawia, że czasami tak się zasupłamy, że gdy próbujemy zerwać więzy, cholernie cierpimy.
Przyzwyczajenie nie jest złe. Jego najgorszą wadą jest to, że prowadzi do rutyny i nudy. Trzeba tylko ciągle uważać, by nie przerodziło się w przywiązanie, bo nie wolno bać się stracić coś, co i tak prędzej czy później stracimy. Nie wolno przywiązać się do czegoś, co z góry wiadomo, nie będzie trwało wiecznie.

Wierz, kochaj, walcz!

Czasami mamy wrażenie, że wszystko nas przerasta, że pomimo szczerych chęci i tak nie damy rady. Problemy, bezsilność, zawód przygniatają nas, aż czasami brakuje nam powietrza i nawet płacz nie przynosi ukojenia. Chcielibyśmy wtedy zniknąć, uciec nawet od życia. Wydaje nam się, że jest tylko jedno wyjście pozwalające nam pozbyć się ciężaru.

Jednak przecież nie tego chcemy. Tak naprawdę nie jesteśmy słabymi tchórzami. Póki żyjemy, jesteśmy w stania naprawić wszystko, wszystko ułożyć, zmienić. Każdy ma w swoim życiu przynajmniej jedną osobę, która się o niego martwi, gotowa pomóc, jest przy nim, pomimo wszystkich wad, choćby cały świat się odwrócił. Czasami pogrążeni we własnej goryczy nie zauważamy jej, a ona trwa przy nas, czeka. Wystarczy chwilę pomyśleć, zastanowić się, by odnaleźć naszego przyjaciela. Nigdy nie jesteśmy sami na tym świecie i zawsze znajdzie się jakaś pomocna dłoń, przyjaciel. Sensem naszego życia są też marzenia. Nie bójmy się po nie sięgać, walczyć o nie, nie rezygnujmy z nich. Nie ważne, czy spełnimy je dziś, za tydzień, miesiąc czy kilka lat. Prędzej czy później nasz wysiłek i cierpliwość opłacą się. Nie ważne jak wysoko mierzymy, wszystko możemy osiągnąć, gdy mocno będziemy w to wierzyć. Czasami wystarczy jedno zdanie, by poczuć szczęście. Przestańmy się bać, ryzykujmy, walczmy w kierunku marzeń. Dopóki serce bije, możemy wszystko.

Nic już nie mów…

W dzisiejszych czasach słowa są nic nie warte… Ludzie plotą trzy po trzy jedynie dla swoich korzyści. Niestety, szczerość umiera, a prawda wraz z nią. Żyjemy z zakłamanym świecie pełnym fałszu i obłudy. Nawet kiedy bardzo byśmy chcieli, boimy się zaufać, uwierzyć. Każde nieprawdziwe słowo, złamana obietnica zostawia bolesne znamię na naszym sercu. Szczerość nie jest już wartością cenioną, pierwszorzędną. Ludzie się jej boją, a osoby za swoją szczerość są odtrącane, negowane… To nie świat jest zły, okrutny, tylko my, dając pozwolenie na tego typu praktyki. Jednak jednostka nie jest w stanie walczyć z całym światem, dlatego otacza się garstką ludzi podobnych do niej, a resztę też oszukuje- dla korzyści, bo tak łatwiej, wygodniej. Które słowa bardziej bolą? Szczerość czy kłamstwo? Coraz częściej okazuje się, że stajemy się wrogami przez te prawdziwe słowa, przez mówienie tego, co myślimy. Ludzie zatracają się w egoizmie, uwielbieniu siebie, raniąc osoby, które chcą być „w porządku” wobec nich, albo te , które cierpią z powodu braku prawdy.

Słowa… Czym są? Tylko słowami. Dzisiaj „kocham cię” jest równoważne z „piękną mamy pogodę”. Podobnie jak proste wyrażenie „przepraszam”. Przeprosić można kiedy przypadkiem szturchniemy kogoś, albo gdy chcemy, żeby ktoś zrobił nam kawałek miejsca, ale żeby złamać komuś serce, a jego duszę pognieść jak kartkę papieru i wyrzucić do kosza i później przepraszać?!

A teraz odrobina prywaty ;) Od dziś ufam tylko tym, którzy nigdy nie zawiedli, a będę szczera (bez pardonu) wobec wszystkich. To też tylko słowa, ale tutaj są przelewane prosto z bolącego serca…

Naucz mnie miłości.

Miłość to takie skomplikowane uczucie- niby piękne, a boli… I jak łatwo pomylić ją z zakochaniem, zauroczeniem czy pożądaniem… Zarówno we własnym odczuciu względem innej osoby jak i w odbiorze uczuć drugiego człowieka. Całe życie się jej uczymy. Jak ją poznać? Jak pielęgnować? Jak zagoić rany po niej? Nie nauczymy się jej z książek i nikt nie da nam recepty na nią, mimo, że są specjaliści, ponieważ każdy przypadek jest inny, tak jak my jesteśmy inni. Możemy dzielić się przeżyciami, porównywać je i zauważać podobieństwo, lecz czuć ją bedziemy indywidualnie i niepowtarzalnie głęboko w sercu, duszy, umyśle i ciele. I właśnie dlatego, że nikt nie wie, czym jest, dopóki jej nie doświadczy tak w pełni, tak łatwo możemy ją pomylić. Właśnie przez te pomyłki związki się rozpadają, ludzie cierpią… Czasami okazuję się, że jej nie doceniamy, kiedy indziej, że przeceniamy. Czasami dostrzegamy pomyłkę wcześniej, a czasem za późno. Lecz z każdego doświadczenia tego bolesnego i tego mniej, wypływa dla nas pewna nauka. Nauka miłości? Nie! Miłość się czuje. Dla każdego z nas to inna lekcja. Może byliśmy zbyt naiwni, za szybcy, zbyt zaborczy. Nie ważne! Każdy z nas popełnia błędy. Potem tylko „korekta”, czasami trochę czasu i tworzymy dalej, od nowa. Aż pewnego dnia poczujemy miłość i nie będziemy próbowali jej się uczyć, rozumieć, tylko czuć. I wtedy po cichutku podziękujemy każdemu, kto w dobry czy zły sposób, przyczynił się do poznania NASZEJ MIŁOŚCI…

Przyjaźń

Mija dzień za dniem, tydzień po tygodniu.Poznajesz kogoś coraz lepiej, bardziej, mocniej, głębiej. Widzisz jego zalety, dostrzegasz wady. Nie wstydzisz się i nie krępujesz. Nie udajesz kogoś innego, bo wiesz, że co byś nie zrobił, nie spotkasz się z naganą z jego strony. To nie jest kwestia tolerancji, czy zżycia się ze sobą. Po prostu odkrywając kogoś kogoś coraz mocniej, pokazujesz też siebie. Gdyby nie zgodność charakterów, Wasza znajomość zatrzymałaby się w pewnym punkcie. Jeżeli trwa, i trwa, i trwa to znak, że masz przyjaciela. Tylko będąc zupełnie sobą w czyjejś obecności, możesz mówić o prawdziwej przyjaźni.

To nic, że inni Was nie rozumieją, ważne, że rozumiecie siebie nawzajem, nawet wtedy, kiedy milczycie. Nie istotne, jak się poznaliście, lecz co Was połączyło. Nie liczy się czy mieszkacie drzwi w drzwi, czy na różnych krańcach świata, czy jesteście bogaci czy biedni, nie ważna jest płeć, wiek, wygląd. Najważniejsze jest to, co macie w sercu, bo przyjaźń to swego rodzaju rodzaj miłości tylko mniej burzliwy i zaborczy. A najzabawniejsze jest to, że to najczęściej on zdarza się „na zawsze”.