Wierz, kochaj, walcz!

Czasami mamy wrażenie, że wszystko nas przerasta, że pomimo szczerych chęci i tak nie damy rady. Problemy, bezsilność, zawód przygniatają nas, aż czasami brakuje nam powietrza i nawet płacz nie przynosi ukojenia. Chcielibyśmy wtedy zniknąć, uciec nawet od życia. Wydaje nam się, że jest tylko jedno wyjście pozwalające nam pozbyć się ciężaru.

Jednak przecież nie tego chcemy. Tak naprawdę nie jesteśmy słabymi tchórzami. Póki żyjemy, jesteśmy w stania naprawić wszystko, wszystko ułożyć, zmienić. Każdy ma w swoim życiu przynajmniej jedną osobę, która się o niego martwi, gotowa pomóc, jest przy nim, pomimo wszystkich wad, choćby cały świat się odwrócił. Czasami pogrążeni we własnej goryczy nie zauważamy jej, a ona trwa przy nas, czeka. Wystarczy chwilę pomyśleć, zastanowić się, by odnaleźć naszego przyjaciela. Nigdy nie jesteśmy sami na tym świecie i zawsze znajdzie się jakaś pomocna dłoń, przyjaciel. Sensem naszego życia są też marzenia. Nie bójmy się po nie sięgać, walczyć o nie, nie rezygnujmy z nich. Nie ważne, czy spełnimy je dziś, za tydzień, miesiąc czy kilka lat. Prędzej czy później nasz wysiłek i cierpliwość opłacą się. Nie ważne jak wysoko mierzymy, wszystko możemy osiągnąć, gdy mocno będziemy w to wierzyć. Czasami wystarczy jedno zdanie, by poczuć szczęście. Przestańmy się bać, ryzykujmy, walczmy w kierunku marzeń. Dopóki serce bije, możemy wszystko.

W poszukiwaniu siebie… cz. I

Zawsze byłam zbyt ufna w stosunku do ludzi, szybko się przywiązywałam i wierzyłam, że w każdym człowieku jest coś dobrego. W ostatnich miesiącach próbowałam to zmienić, nabrać dystansu, podejrzliwości (z różnym skutkiem), bo za wiele razy poczułam zawód, rozczarowanie, a czasami bardzo cierpiałam. Do tej pory widziałam tylko takie skutki mojego naiwnego zachowania. Dzisiaj przyznaję się do błędu. Nie każdy wykorzystał tą moją ufność. Kilka osób odwdzięczyło się tym samym. Tak się rodzi przyjaźń. Wiem, że warto cierpieć nawet przez setki ludzi tylko po to, by między nimi znaleźdź choć jedną pokrewną duszę.

Przypomniała mi o tym pewna osoba, która ma naprawdę paskudny charakter. Mimo to zawsze w niego wierzyłam i wykazywałam maksimum zrozumienia. Dzisiaj z czystym sumieniem mogę nazwać go przyjacielem, bo i on wierzy we mnie. Nie musimy rozmawiać codziennie. Czasami mijały mesiące ciszy, lecz gdy któreś z nas ma problem, zawsze możemy na siebie liczyć. Nie zawsze musi to być pomoc w rozwiązaniu sytuacji czy dobra rada. Uwielbiam go za to, że nawet gdy do oczu cisną mi się łzy, on wie jak mnie rozbawić lub doprowadzić do porządku. Nie raz przywrócił mi wiarę w siebie i własne siły. Mój kochany „młodszy braciszek”…

Wiem, że muszę być rozsądniejsza, ostrożniejsza w ocenach, ale nie przestanę wierzyć w ludzi. Nawet, gdy ich setki mnie zawiodą, mam tą garstkę, która zawsze przywróci ciepło w moim sercu.