Tęsknię…

Im dłużej człowiek jest sam, tym bardziej tęskni. Nawet, gdy się boi. Dziwnie jest pragnąć tego, czego się obawia i jednocześnie bać tego, czego się pragnie. Czy każdy tak ma, czy to tylko moja przypadłość, by komplikować sobie życie? Zdaję sobie sprawę, że tak byłoby mi łatwiej, jednak z nieznanych mi przyczyn odczuwam pustkę. Czegoś mi brak i niestety odczuwam to coraz częściej. Boję się przyznać nawet przed samą sobą, co to takiego, bo wtedy będę tęsknić jeszcze mocniej… Czy ja oszukuję samą siebie? Czy to jest dobre, czy wręcz przeciwnie?

Jakoś tak dziwnie się pogubiłam, choć moje postanowienia miały przynieść odwrotny, bardziej pozytywny skutek. Staram się być twarda, trzymać sie swoich zasad, ale momentami uświadamiam sobie, jak jest mi z nimi źle. Nie wiem czy potrafię i wątpię coraz bardziej. Przy moim postanowieniu trzyma mnie tylko strach przed kolejnym rozczarowaniem. Moje serce jest jak ptak w klatce- z jednej strony chciałoby z niej wyfrunąć, być wolne i szczęśliwe, jednak zdaje sobie sprawę, że ta klatka to schron, w którym jest bezpieczne i nikt go już nie skrzywdzi… Nie jestem szczęśliwa, ale bezpieczna. Mimo wszystko tęsknię.

Czy można mieć pewność absolutną w drugiego człowieka? Czy można komuś ślepo i bezgranicznie zaufać, powierzyć w jego ręce całe swoje życie? Wzrusza mnie widok staruszków idących trzymając się za ręce- nie pod rękę, lecz za rękę, jak przed wieloma latami, gdy byli młodzi. Moje serce wypuszczę z klatki dopiero, gdy będę mieć pewność, że ta druga osoba będzie trzymała moją dłoń do końca życia. Nie wiem nawet, czy to możliwe, ale nie pozwolę znów się zranić. Instynkt…

Moje serce rwie się chwilami, momentami wątpi… Zwątpienie to jedyne, co mnie powstrzymuje, trzyma z dala i nie pozwala działać… A ja tęsknię za miłością, której sie boję i boję sie miłości, której pragnę…