Nic już nie mów…

W dzisiejszych czasach słowa są nic nie warte… Ludzie plotą trzy po trzy jedynie dla swoich korzyści. Niestety, szczerość umiera, a prawda wraz z nią. Żyjemy z zakłamanym świecie pełnym fałszu i obłudy. Nawet kiedy bardzo byśmy chcieli, boimy się zaufać, uwierzyć. Każde nieprawdziwe słowo, złamana obietnica zostawia bolesne znamię na naszym sercu. Szczerość nie jest już wartością cenioną, pierwszorzędną. Ludzie się jej boją, a osoby za swoją szczerość są odtrącane, negowane… To nie świat jest zły, okrutny, tylko my, dając pozwolenie na tego typu praktyki. Jednak jednostka nie jest w stanie walczyć z całym światem, dlatego otacza się garstką ludzi podobnych do niej, a resztę też oszukuje- dla korzyści, bo tak łatwiej, wygodniej. Które słowa bardziej bolą? Szczerość czy kłamstwo? Coraz częściej okazuje się, że stajemy się wrogami przez te prawdziwe słowa, przez mówienie tego, co myślimy. Ludzie zatracają się w egoizmie, uwielbieniu siebie, raniąc osoby, które chcą być „w porządku” wobec nich, albo te , które cierpią z powodu braku prawdy.

Słowa… Czym są? Tylko słowami. Dzisiaj „kocham cię” jest równoważne z „piękną mamy pogodę”. Podobnie jak proste wyrażenie „przepraszam”. Przeprosić można kiedy przypadkiem szturchniemy kogoś, albo gdy chcemy, żeby ktoś zrobił nam kawałek miejsca, ale żeby złamać komuś serce, a jego duszę pognieść jak kartkę papieru i wyrzucić do kosza i później przepraszać?!

A teraz odrobina prywaty ;) Od dziś ufam tylko tym, którzy nigdy nie zawiedli, a będę szczera (bez pardonu) wobec wszystkich. To też tylko słowa, ale tutaj są przelewane prosto z bolącego serca…

Kłamstwo!

Jedyne czego naprawdę i zawsze w życiu nienawidzę to kłamstwo… Wydaje mi się, że jestem na tyle wyrozumiała i tolerancyjna, że nie trzeba robić ze mnie naiwnej idiotki. Staram się być zawsze szczera i tego oczekuję od innych. Kłamstwo i oszustwo są oznaką braku szacunku, szczerości i zaufania względem drugiej osoby. Kiedy chociaż raz ktoś mnie okłamie, nawet w błahej sprawie, zaczynam się zastanawiać… Analizuję każde zdanie i sytuacje sprzed kłamstwa, doszukuję się innych, zaczynam wątpić we wszystko, także w intencje. A najgorsze jest to, że zaczynam żałować tych wszystkich szczerych słów, bo czy kłamca sobie na nie zasłużył? Kłamstwo odizolowało ode mnie wielu ludzi. Nawet to najmniejsze, ponieważ bez względu na jego rozmiar, wywołuje we mnie automatycznie reakcję obronną. Nie chcę bardziej cierpieć za jakiś czas. Nie lubię uważać na to, co mówię i robię, ale czasami muszę. Kocham ludzi, przy których jestem w pełni sobą, a tych niestety jest coraz mniej…

Bądźmy dziećmi!!!

Człowiek, po kilku potknięciach i upadkach w końcu zaczyna patrzeć pod nogi. Dlatego niejednokrotnie toniemy w domysłach, czyje intencje są szczere, a czyje nie. Żałuję, że ludzie z wiekiem tracą taką dziecięcą szczerość, niewinność i naiwność (choć naiwność znacznie rzadziej niestety..), bo jakże wtedy życie byłoby łatwiejsze. Żaden człowiek nie jest całe życie do końca szczery, ponieważ wszyscy wiemy, że niektórych zdań po prostu nie wypada wypowiadać. A gdybyśmy byli jak dzieci? Gdybyśmy zawsze byli całkowicie szczerzy i nie znali kłamstwa? Czy ranilibyśmy się częściej, czy wręcz przeciwnie?

Szczerze powiedziawszy, wolałabym chyba tą całkowita szczerość. W obecnych czasach ludzie kłamią zbyt często i to nie tylko po to, by oszczędzić drugiemu człowiekowi bólu. Tak na prawdę nigdy nie możemy być do końca pewni, czy druga osoba jest wobec nas absolutnie w porządku. Wniosek więc nasuwa się jeden: powinniśmy zawsze zachowywać pewien dystans. A ja nie lubie dystansu. Wolę ufać, kochać na 100%. Oczywiście, że mogę, jednak później może bardziej boleć, gdy ktoś jednak zawiedzie… Nie boję się ludzi, nie boję sie ufać, kochać, być szczerą. Boję się cierpieć. Dlatego idę ostrożnie i patrzę pod nogi, by znów się nie potknąć…