Głupia…

Marzenia nie są złe. Marzenia nie są głupie. Marzenia dodaja sił do walki, pomagają podnieść się po kolejnej porażce. Jednak nie wystarczy tylko marzyć. Musimy także pragnąć, spełniać, dążyć. Nie powinniśmy wierzyć, że wszystko samo się ułoży. Musimy działać. Nie stać w miejscu, bo wtedy się cofamy.

W odniesieniu do poprzedniego wpisu, może to wyglądać tak, jakbym podjęła jednak podróż pieszo. Może i tak, ale będę szła wzdłuż torów nietracąc ich z oczu, bo w głębi duszy wierzę, że pociąg nadjedzie, a ja wskoczę do niego. Jednak z czasem coraz bardziej wątpię, a nie mogę bezczynnie czekać… Nie mogę się cofać… Ogarnia mnie czasami poczucie beznadziei, ale mam marzenia, które motywują mnie, by wstać i iść dalej. Gdzieś tam czeka na mnie moje szczęście. Nie wiem gdzie, nie wiem, ile muszę jeszcze przeżyć, ale w końcu je odnajdę. Nawet nie wiem jak wygląda, ale gdy je znajdę, będę wiedzieć. Poczuję, że to jest to. Może jest gdzieś blisko na drodze, którą postanowiłam iść, ale może się też okazać, że zwyczajnie zabłądziłam. Nie ma kierunkowskazów do marzeń. Kierunek dyktuje mi głównie serce, chociaż miało tego nie robić, jednak moja mentalność nie pozwala mi ufać rozumowi.

Idę przed siebie, na razie powolutku, czujnie, ostrożnie. Nie mam pewności i coraz bardziej wątpię w rację mojego wyboru. Jednak idę i będę szła do czasu, gdy nie okaże sie, że z pewnością to nie ten kierunek. To tak, jakbym weszła na tęczę i szła po niej, ponieważ po drugiej stronie podobno czeka skarb. Nikt go nie widział, nie zdobył, ale skoro już jestem na tej kolorowej wstędze światła, to muszę się o tym przekonać. Nie zrezygnuję, ponieważ później zastanawiałabym się, co by było… Chcę mieć pewność, nawet gdybym miała żałować zmarnowanego czasu, gdy po drugiej stronie tęczy nie będzie nic. Ten mityczny skarb, to moje marzenia. Marzenia, w które wierzę i które pragnę spełnić. Możecie mówić, że jestem głupia, ale bez marzeń moje życie nie miałoby sensu…

 

 

…na maleńkiej stacyjce przyjaźni…

Ostatnia sytuacja uświadomiła mi, że życie często bywa jak podróż. Aby ruszyć z miejsca, najpierw planujemy, wybieramy datę i godzinę, a następnie udajemy się na stację czekając na pociąg. Pociąg, który ma nas zawieźć do miejsca, gdzie chcemy osiągnąć wyznaczone przez nas cele. Wyczekujemy go przepełnieni nadzieją i radością. W głowie wirują nam setki myśli i wizji przyszłości. Wybija godzina odjazdu, a pociąg nie nadjeżdża… Z megafonu rozlega się krótki komunikat, że nasz pociąg ku szczęściu będzie opóźniony. Czasami w życiu tak bywa, że z przyczyn nie zależnych od nas, musimy przełożyć nasze plany, troszkę poczekać, więc czekamy z nadzieją, że za chwilę, lada moment nadejdzie nasz czas. Czekamy podekscytowani, zniecierpliwieni i wciąż pełni zapału i optymizmu. Mijają kolejne minuty opóźnienia, rośnie poirytowanie, że już powinniśmy być w drodze do lepszego jutra. Pocieszamy się myślą, że lepiej późno niż wcale…

Właśnie jestem w takiej sytuacji i boję się, że z megafonu popłynie komunikat, iż z przyczyn technicznych mój pociąg zostanie odwołany, a ja zostanę tu, gdzie jestem i będę musiała pożegnać się z marzeniami… Czekam na opóźniony pociąg ślepo wierząc, że nadjedzie. A jeśli nie? Jeśli zostanie odwołany? Zawsze mogę jechać następnym, ale bardzo zależy mi na tym… Dlaczego? Ponieważ tak sobie zaplanowałam tą podróż. Pojadę właśnie tym pociągiem dokładnie w to miejsce i o tym czasie. Zmienił się czas. Trudno. To tylko jeden czynnik. Jednak, gdy dopuszczam do siebie myśl, że on może nie przyjechać, zastanawiam się czy nie zabrać bagaży i nie wyruszyć w tę podróż pieszo… Wiem, że będzie ciężej, gorzej, smutniej, dłużej, ale prędzej czy później osiągnę swój cel. A przynajmniej tak mi się wydaje. Zrezygnuję z czegoś, może coś dołożę… Jednak w sercu na zawsze pozostanie żal, że ten pociąg nie przyjechał. Zawodzą nie tylko maszyny, ale także ludzie. Nikt nie jest doskonały. Nie wiadomo, co się wydarzy podczas tego opóźnienia…

Chcę w końcu ruszyć z miejsca, nie wybierać tylko krótkich podróży, z których wracam co jakiś czas. Te powroty są bolesną porażką, a ja chce w końcu choć raz wygrac z losem… Jednak jeszcze siedzę na tym peronie i czekam, bo w sercu tli sie nadzieja, że ten wyjątkowy pociąg przyjedzie…