Bez świadomości…

Jejku… Czasami wszystko mnie przerasta, nic nie układa się tak, jak powinno… Tonę w mętnej otchłani bezradności i bezsilności. Jedyne słowo jakie mi się wtedy nasuwa to beznadzieja… Czasami mam ochotę wybiec i nie wrócić, bo mam wrażenie, jakbym tylko przeszkadzała, że wszystkim beze mnie będzie łatwiej. I mogę w kółko jak mantre powtarzać sobie „jesteś silna. Jesteś silna”, lecz nie potrafie w to uwierzyć. Tak jak w słowa „będzie dobrze”. Mało zostało we mnie wiary i nadziei. Wierzyłam w miłość, w ludzi… Jakie to było dziecinne. Teraz wiara jest dla mnie jak naiwność… Ile razy cierpiałam, bo zrozumiałam, że jestem dla kogoś tylko, gdy czegoś potrzebuje. Nie chcę już czuć się jak wtedy, kiedy ktoś mnie zawiódł. Dlatego postanowiłam, że dam radę sama. Oj… Będzie ciężko… Już jest, ale dążę do tego, by pewnego dnia móc sobie powiedzieć: „Dałam radę. Jestem z siebie dumna.” Staram się nie skarżyć, nie żalić, być samowystarczalną. Chociaż czasami nie potrafię ukryć swojej złości, irytacji czy smutku. Mam cel. Widzę go wyrażnie, ale droga do niego jest kręta, długa i pełna przeszkód. Bładzę, upadam, lecz cały czas idę. Mimo, że rozrywa mnie piekielny ból. I czasami właśnie w głowie powstaje myśl, że jestem za słaba, że nie potrafię… I wtedy niespodziewanie pojawia się ktoś, kto nie jest świadomy, mojego stanu, sytuacji, bo „u mnie wszystko w porządku”. I wiecie? Kilkoma zdaniami potrafi przywrócić wiarę w siebie. Dlaczego? Bo nie mówi, że wszystko się jakoś ułoży, że dasz radę. Nieświadomie przypomina mi, ile jestem warta, co osiągnęłam, a nawet podziwia.I nie po to, żeby podnieść mnie na duchu, tylko dlatego, że naprawdę tak uważa. I wtedy wirujące w mojej głowie słowa „jesteś nikim” powoli się rozpływają, bo dla innego człowieka jestem KIMŚ! W końcu musiałam sobie czymś na to zasłużyć, więc jest w tym choć odrobina prawdy. Ktoś dzisiaj nieświadomie tchnął we mnie nowe siły i pozostaje w tej nieświadomości. Kiedyś uświadomię tą osobę i szczerze za to podziękuję.

Dawno mnie nie było…

Tytuł odnosi sie nie tyle do mojej obecności na blogu, co do mojego życia… Uświadomiłam sobie ostatnio, że nie jestem sobą taką, jaką byłam jeszcze kilka lat temu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że nie jest mi wcale z tym dobrze. Próbowałam dotrzeć do tego, kiedy i jak sie to stało, jednak bezskutecznie. Nie wiem, gdzie się podziałam, ale pragnę się odnaleźć. Wiem, że w środku siedzi ta wesoła, zaradna i szalona dziewczyna. Wiem, bo momentami sie odzywa, ale zwykła szara rzeczywistość ją tłamsi. Chcę znów być sobą, bo wtedy  życie będzie piękniejsze. Muszę wszystko ułożyć tak, że gdy znów ktoś rzuci jakimś irracjonalnym pomysłem, ja będę mogła powiedzieć tak! Chcę pozbyć się z serca tej tęsknoty za czymś bliżej nieokreślonym, chcę przestać bać się ludzi i przywiązywania do nich. Teraz mogłabym się porównać do zaszczutego zwierzęcia i jest mi przez to strasznie wstyd… Wstydzę się tego, kim się stałam.

A… W ostatnim czasie dotarło też do mnie, że nie umiem prosić. Nie potrafię poprosić nawet o pomoc, rozmowę, co jest bezsensowne, biorąc pod uwagę fakt, że sama nie potrafię odmówić tej pomocy. Wysłucham, porozmawiam, doradzę, pomogę, a sama wszystko w sobie duszę albo wylewam swe żale tutaj. Moją wadą było to, że za szybko przywiązywałam się do ludzi i obdarzałam ich zaufaniem. Teraz staram się tego nie robić. Nie jestem jakoś specjalnie odpychająca, ale w pewnym stopniu i nie wykazuję zainteresowania drugim człowiekiem, chociaż w środku wszystko krzyczy, że powinnam. Nadmierna ostrożność… A wszystko to sprawia, że ludzie, którzy może są mi przychylni tak naprawdę, którzy może akurat są szczerzy, odsuwają się ode mnie, myśląc, że są niepotrzebni. I moja bliżej nieokreślona tęsknota przybiera na sile.

Może jednak warto wyciągnąć rękę jako pierwsza? Ale nie chcę się narzucać. Przez sytuację, w jakiej się znajduję, ludziom po prostu czasami może brknąć cierpliwości, a ja nie chcę jej im dodatkowo nadwyrężać. Dlatego czekam w tym okropnym poczuciu pustki i samotności aż ktoś sobie o mnie przypomni.

Wiem, że muszę zrobić coś, zmienić, ale wszystko jakby się sprzysięgło przeciwko mnie, a czasami po prostu brakuje sił do walki. Nie pogodzę się z rzeczywistością, ale brak mi pewności, że dam radę ją zmienić…