Moja wina

Heh… Dobra. Przegięłam. Nie moja wina, że moja nieokiełznana wyobraźnia troszkę za daleko mnie poniosła, przekroczyła pewne granice. Jednak przyznaję, że w 90% to moja wina. Na szczęście nie było tych „motylków w brzuchu”, więc jakoś się ogarnę. Chyba nawet nie dałam po sobie poznać… Wiedziałam, że czas przyniesie odwrotny skutek. Jednak cieszę się, że zaryzykowałam, bo bardziej prawdziwej prawdy nie poznałabym nigdy… A może dlatego potrzebowałeś tego czasu.? Nie będę się nad tym zastanawiać. Niech zostanie tak, jak jest. Najważniejsze, że już wszystko wiem. To był właśnie ten komunikat, że pociąg został odwołany… Zawód? Jasne! Ale chwilowy i mniej bolesny. Nie na Tobie, lecz po raz kolejny na sobie… Nawet nie na sobie, ale na cholernych zasadach losu, który zawsze działa na przekór. To nic. Szybka aktualizacja danych i do przodu. Pozwól jednak, że jeszcze przez kilka wieczorów będziesz tulił mnie do snu ramionami wyobraźni, jeszcze tylko kilka razy wyszepczesz do ucha, że wszystko będzie dobrze, gdy będzie naprawdę źle. Tylko przez chwilę, gdy Twoja postać koło mnie zacznie znikać i się rozmazywać, aż w końcu zniknie… Zostaniesz taki, jak jesteś na prawdę. I będziemy rozmawiać, śmiać się, żalić, rozrabiać. I będzie tak jak powinno być zawsze. A marzenia pozostaną tam, gdzie zawsze powinny być.

Zazwyczaj nie rezygnuję z marzeń i nie odpuszczam zbyt szybko, ale też nie mam zwyczaju pchać się na siłę. Czasami to ludzie, okoliczności, sytuacje nakazują mi dać sobie spokój. Po co walczyć z wiatrakami? Chciałabym, żeby to ktoś powalczył o mnie, ale to skryte pragnienie, a nie rozkaz czy warunek.

Pociąg został odwołany, chociaż na razie nie oficjalnie, jednak nie żałuję czasu spędzonego na czekaniu. Wiele się dowiedziałam o sobie, troszkę się nauczyłam, ale przede wszystkim mam przyjaciela.