Każdy z nas ma w sobie dziecko…

W chwilach refleksji często powtarzam sobie „Matko, ale ja jestem durna”. Głęboka myśl… Mówi się, że głupota jest domeną młodego wieku. Z każdym rokiem przekonuję się, jak mało w tym prawdy. Fakt, często jest tak, że nie powielamy części naszych błędów i bardziej przykładamy uwagę do norm i zasad ogólnie przyjętych, ale to nie czyni nas absolutnie mądrymi. Poznając życie, uczymy się bardziej przewidywać konsekwencje naszych czynów, uczymy się odpowiedzialności. „Mądrość przychodzi z wiekiem”- może to i prawda, ale czy umiemy wykorzystać tą mądrość? Jestem dorosła, jestem w pewnym stopniu dojrzała, ale nadal gdzieś w środku mam w sobie małe, naiwne, głupiutkie dziecko. I nie chcę się go wyzbywać. To ono prowokuje mnie do większości nieodpowiedzialnych rzeczy, ale właśnie one wywołują we mnie największą radość. Nie jestem jakąś gówniarą. Na co dzień dla ludzi jestem dorosła. Dorosła niemal do bólu. Na szczęście mam przyjaciół, dzięki którym do końca nie dorosnę. Cudownie jest czasami pohuśtać się na huśtawce, czy powłóczyć nocą bez celu. Przestać udawać, przejmować się, po prostu się śmiać. Każdy z nas ma w sobie dziecko, ale nie każdy potrafi je uwolnić, tak jak nie każdy potrafi je okiełznać. Każda chwila dziecinnej beztroski pomaga nam przetrwać pustkę dorosłości. Nie zatracę w sobie dziecka, nigdy nie dorosnę. I niech gadają. Moje życie, moje wybory, nikomu krzywdy nie robię. Współczuję ludziom, którzy zapomnieli o byciu dzieckiem. Jak smutne musi być ich życie? A oni sami przepełnieni goryczą wylewaną na innych… Bądźmy dziećmi. Niech nasze oczy czasami zapłoną ufnością, radością, ciekawością świata. Bądźmy dziećmi i jak one cieszmy się życiem. Bądźmy dziećmi, bo tylko one kochają prawdziwą, czystą miłością.

Każdy ranek daje nam szansę na to, by wieczorem sobie powiedzieć „To był dobry dzień”

Zmieniająć siebie i własne podejście do życia, można stać się na swój sposób szczęśliwym, bo do końca nie wiadomo czy to świat został stworzony dla nas, czy my dla świata. Radość z tego, co się ma i chęć osiągnięcia tego, czego się pragnie są nieprawdopodobnie pomocne. Zamiast myśleć o ty, że nie mamy czegoś, co chcielibyśmy mieć, pomyślmy o tym, w czego posiadaniu jesteśmy i jak to wykorzystać w zdobywaniu wyższych celów. Każdą porażkę traktujmy jak nauczkę i nie popełniajmy w kółko tych samych błedów. Nie użalajmy się nad sobą, bo negatywne myślenie wcale nie przyniesie pozytywnych skutków. W każdym z nas drzemie siła i to od nas zależy, czy ją wydobędziemy i w jaki sposób wykorzystamy. Patrząc w przyszłość musimy brać pod uwagę teraźniejszość oraz przeszłość, mierzyć siły na zamiary i stopniowo, powoli, kroczek za kroczkiem dążyć do spełnienia marzeń, a nie rzucać się od razu z motyką na słońce. Gdy cieszymy się życiem, ono cieszy się wraz z nami. Nauczmy się dostrzegać pozytywne aspekty naszego życia. Nie bójmy się brać z niego całymi garściami, ani dawać z siebie jak najwięcej. W końcu wszystko, co dajemy, kiedyś do nas wraca. Lepiej żeby był to uśmiech, radość, miłość, szczerość, niż samotność, żal i smutek. Uwierzrmy w siebie, bo wiara we własne siły to połowa sukcesu. I nawet, gdy będzie ciężko, gdy zacznie brakować nam sił, powtarzajmy sobie jak mantrę, że jesteśmy silni, że damy radę. Nikt nie powiedział, że przez różowe okulary nie można realnie widzieć świata.

Ostatnie cztery dni u0świadomiły mi, że mam rację. Podnoszę się z łóżka chętniej, bo wiem, że nawet jeśli nie jest pięknie w moim życiu, to napewno spotka mnie jakaś miła sytuacja, usłyszę choć jedno dobre słowo, a przede wszystkim każdy kolejny dzień daje nam szansę, by naprawić nasze życie. Już nie płaczę nad usterkami, teraz je naprawiam. Ach… I dziękuję tym wszystkim ludziom, którzy świadomie lub nie mi w tym pomagają.