Nowe szanse…

Witam już w grudniu :)

Nowy dzień, nowy miesiąc, nowe szanse i możliwości… Od pewnego czasu tylko tak chcę patrzyć na życie. W sumie z różnym skutkiem, ale jednak. Jak na razie uparcie trzymam się swoich postanowień i konsekwentnie dążę do celu. Jednak nie jest to łatwe, kiedy los rzuca mi stale kłody pod nogi i perfidnie ze mnie drwi… Jednak niewiele w życiu jest sytuacji bez wyjścia. Nie zawsze też rozwiązania przychodzą natychmiast. Uzbrojona w wytrwałość, cierpliwość i determinację toczę walkę z przeznaczeniem. Nie każda bitwa jest wygrana, ale podnoszę się po każdej porażce, a walczyć przestanę dopiero, gdy moje serce przestanie bić. Nie wywieszę białej flagi, bo walczę nie tylko o swoje dobro. Mam swoje cudowne źródło siły, źródło niekończącej się miłości.

Dawno mnie nie było…

Tytuł odnosi sie nie tyle do mojej obecności na blogu, co do mojego życia… Uświadomiłam sobie ostatnio, że nie jestem sobą taką, jaką byłam jeszcze kilka lat temu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że nie jest mi wcale z tym dobrze. Próbowałam dotrzeć do tego, kiedy i jak sie to stało, jednak bezskutecznie. Nie wiem, gdzie się podziałam, ale pragnę się odnaleźć. Wiem, że w środku siedzi ta wesoła, zaradna i szalona dziewczyna. Wiem, bo momentami sie odzywa, ale zwykła szara rzeczywistość ją tłamsi. Chcę znów być sobą, bo wtedy  życie będzie piękniejsze. Muszę wszystko ułożyć tak, że gdy znów ktoś rzuci jakimś irracjonalnym pomysłem, ja będę mogła powiedzieć tak! Chcę pozbyć się z serca tej tęsknoty za czymś bliżej nieokreślonym, chcę przestać bać się ludzi i przywiązywania do nich. Teraz mogłabym się porównać do zaszczutego zwierzęcia i jest mi przez to strasznie wstyd… Wstydzę się tego, kim się stałam.

A… W ostatnim czasie dotarło też do mnie, że nie umiem prosić. Nie potrafię poprosić nawet o pomoc, rozmowę, co jest bezsensowne, biorąc pod uwagę fakt, że sama nie potrafię odmówić tej pomocy. Wysłucham, porozmawiam, doradzę, pomogę, a sama wszystko w sobie duszę albo wylewam swe żale tutaj. Moją wadą było to, że za szybko przywiązywałam się do ludzi i obdarzałam ich zaufaniem. Teraz staram się tego nie robić. Nie jestem jakoś specjalnie odpychająca, ale w pewnym stopniu i nie wykazuję zainteresowania drugim człowiekiem, chociaż w środku wszystko krzyczy, że powinnam. Nadmierna ostrożność… A wszystko to sprawia, że ludzie, którzy może są mi przychylni tak naprawdę, którzy może akurat są szczerzy, odsuwają się ode mnie, myśląc, że są niepotrzebni. I moja bliżej nieokreślona tęsknota przybiera na sile.

Może jednak warto wyciągnąć rękę jako pierwsza? Ale nie chcę się narzucać. Przez sytuację, w jakiej się znajduję, ludziom po prostu czasami może brknąć cierpliwości, a ja nie chcę jej im dodatkowo nadwyrężać. Dlatego czekam w tym okropnym poczuciu pustki i samotności aż ktoś sobie o mnie przypomni.

Wiem, że muszę zrobić coś, zmienić, ale wszystko jakby się sprzysięgło przeciwko mnie, a czasami po prostu brakuje sił do walki. Nie pogodzę się z rzeczywistością, ale brak mi pewności, że dam radę ją zmienić…