Kolejne rozdroże…

Heh… I znów jestem rozbita i nie wiem, co robić. Mogłabym się od wszystkiego uwolnić na kilka dni, ale czy te kilka dni ma sens? Nie wiem, czy uda mi się zapomnieć o problemach i cieszyć chwilą, być naprawdę radosną, a nie tylko pozornie. I cały czas myśleć, że marnuję czas, że może w tych dniach akurat trafiłaby się jakaś szansa na poprawę. Nie można sobie chyba zrobić przerwy od dążenia do celu. A nawet gdyby mi się udało o wszystkim nie myśleć, to później czeka powrót do rzeczywistości, do tego samego smutnego, pustego miejsca pełnego jedynie mojego zapału i trosk piętrzących się jak góry śmieci na wysypisku… Powinnam powiedzieć stanowczo nie „urlopowi”, jednak nie umiem… Dlaczego ja się waham… Sprawa jest oczywista. Przecież jakiś czas temu świadomie zrezygnowałam ze wszystkiego, by móc się całkowicie skupić na tym, co dla mnie teraz najważniejsze. Na wszystko przyjdzie czas później… Mam priorytety. Wszystko jest dokładnie przemyślane i przeanalizowane. Nie mogę teraz zachować się jak dzieciak, który odkłada zadanie domowe, by pobiegać z kolegami. To już nie ten czas. Jestem dorosła i odpowiedzialna. Sama narzuciłam sobie rygor i muszę go pilnować. A moje słabości? Cóż… I na nie przyjdzie kiedyś czas… Kiedyś zrzucę z siebie to brzemię. I to nie jest tak, że stawiam się na ostatnim miejscu, bo wszystko inne jest dla mnie ważniejsze. Robię to dla siebie, dla swojego dobra, spokoju psychicznego i duchowego. A mimo wszystko ciężko zrezygnować…

Ech… to życie…

Gdyby życie było łatwiejsze, byłoby rajem. A byłoby łatwe, gdyby człowiek wiedział, co go czeka, co ma wybrać, jak postępować. Jednak rzeczywistość jest inna. Każdego dnia stajemy przed kolejnymi wyborami. Czasami długo się zastanawiamy, a kiedy indziej decyzja jest oczywista. Nigdy jednak nie wiadomo, co nasz wybór przyniesie w przyszłości i jakie będą jego konsekwencje. I właśnie ta niewiadoma czyni nasze życie trudnym.
Mogę się mylić, lecz wydaje mi się, że najgorzej jest wybierać między tym, co dyktuje nam serce, a tym, co podpowiada rozum- dwie absolutnie różne siły władające ludzkim życiem… Sama ostatnio stanęłam przed takim wyborem i długo się zastanawiałam. Wybrałam serce… Dlaczego?Hm… Doszłam do wniosku, że rozum może dać mi tylko powodzenie materialne, dobrą opinię, stabilność. Ale czy dzięki temu będę szczęśliwa? Nie. Nie ja.
Teraz wkraczam w nieznane pełna obaw i niepewności. Rozpoczynam nowy rozdział mojego życia, cały czas zastanawiając się, jak długo on potrwa i co mi przyniesie. Czy przywróci mi wiarę w ludzi, przyjaźń, miłość? A może utwierdzi mnie w moim przekonaniu, że mogę liczyć tylko na siebie? Chcę się przekonać, czy mój wybór był słuszny. Już nie cofnę czasu. Jedna moja decyzja pociąga za sobą następne. Wiem, że będę musiała podjąć ich jeszcze wiele, zanim moje życie osiągnie stan względnej stabilizacji. Zresztą, nieważne. Zrobiłam już pierwszy krok. Już się nie cofnę. I nie będę stać w miejscu. Czas wszystko mi pokaże. Żyję chwilą, bo to właśnie chwile tworzą życie. O przyszłość jeszcze zdążę się pomartwić.
Przekonałam się również, jak ciężko być panią własnego losu. Moim wyborem skrzywdziłam drugą osobę. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczy. Nie przyszło mi to łatwo. Zachowałam się jak egoistka, ale pragnienie szczęścia było silniejsze. Nie mam pewności, że teraz je odnajdę, jednak jestem pewna, że szukać nie przestanę.
Najbardziej boję się tego, że znów kogoś zranię lub sama zostanę zraniona. Nie wiem jak będzie, ale wiem, jak było. Stąd moja decyzja. Mam nadzieję, że dane mi będzie zaznać choć odrobiny szczęścia, którego ostatnio miałam tak niewiele. Czy moje życzenie się spełni? Nie wiem, lecz zawsze mogę próbować. Chcę znów kochać życie…