Naucz mnie miłości.

Miłość to takie skomplikowane uczucie- niby piękne, a boli… I jak łatwo pomylić ją z zakochaniem, zauroczeniem czy pożądaniem… Zarówno we własnym odczuciu względem innej osoby jak i w odbiorze uczuć drugiego człowieka. Całe życie się jej uczymy. Jak ją poznać? Jak pielęgnować? Jak zagoić rany po niej? Nie nauczymy się jej z książek i nikt nie da nam recepty na nią, mimo, że są specjaliści, ponieważ każdy przypadek jest inny, tak jak my jesteśmy inni. Możemy dzielić się przeżyciami, porównywać je i zauważać podobieństwo, lecz czuć ją bedziemy indywidualnie i niepowtarzalnie głęboko w sercu, duszy, umyśle i ciele. I właśnie dlatego, że nikt nie wie, czym jest, dopóki jej nie doświadczy tak w pełni, tak łatwo możemy ją pomylić. Właśnie przez te pomyłki związki się rozpadają, ludzie cierpią… Czasami okazuję się, że jej nie doceniamy, kiedy indziej, że przeceniamy. Czasami dostrzegamy pomyłkę wcześniej, a czasem za późno. Lecz z każdego doświadczenia tego bolesnego i tego mniej, wypływa dla nas pewna nauka. Nauka miłości? Nie! Miłość się czuje. Dla każdego z nas to inna lekcja. Może byliśmy zbyt naiwni, za szybcy, zbyt zaborczy. Nie ważne! Każdy z nas popełnia błędy. Potem tylko „korekta”, czasami trochę czasu i tworzymy dalej, od nowa. Aż pewnego dnia poczujemy miłość i nie będziemy próbowali jej się uczyć, rozumieć, tylko czuć. I wtedy po cichutku podziękujemy każdemu, kto w dobry czy zły sposób, przyczynił się do poznania NASZEJ MIŁOŚCI…

Prawdziwa miłość???

-Czy prawdziwa miłość istnieje?

-Nie!

 

 

Skąd ta moja odpowiedź? Przecież istnieją pary, które są razem przez dziesiątki lat i ich spojrzenia nadal wyrażają głębokie uczucie. Przecież są ludzie, którzy trwają ze sobą mimo choroby, kalectwa, biedy, rozłąki.

Twierdzę, że nie wierzę w miłość, bo to najłatwiejsze i najprostrze wyjaśnienie, dlaczego ja nie mogę jej spotkać, a właściwie nie spotkałam. Na tym etapie mojego życia, nie chciałabym, żeby stanęła na mojej drodze, bo zapewne ominęłabym ją i poszła dalej. Miłośc nie rodzi się z dnia na dzień. W ten sposób można się tylko zakochać. Wiecie… Hormony buzują, poziom endorfin wzrasta. Miłość rodzi się, kiedy wszystkie reakcje chemiczne w naszym organiźmie tracą moc, a my mimo tego nadal chcemy być przy tej drugiej osobie, troszczyć się o nią, rozmawiać, budzić się przy niej. Gdzieś w głebi duszy tęsknie za takim uczuciem, jednak najczęściej oznacza to stan zakochania, którego się obawiam. Boję się, że gdy hormony się uspokają, znów nic nie zostanie, prócz jeszcze większej tęsknoty. Wiem, że może wiele tracę, jednak mam poczucie pewnej stabilności emocjonalnej, która na dzień dzisiejszy w zupełności mi wystarcza.

Przez takie moje podejście wielu ludzi widzi we mnie taką królową śniegu z sercem z kamienia, której nie da się zranić, która myśli tylko rozumem. Nie wiedzą jak wrażliwe jest jednak moje serce. Nauczyłam się skrywać uczucia, ponieważ każde może zostać wykorzystane przeciwko mnie. Płaczę najczęściej w samotności, a nadmiar emocji wylewam tutaj. Poniekąd dobrze mi w moim pancerzu i na razie nie chcę z niego wychodzić, dlatego będę trzymać się nadal wersji, że prawdziwa miłość nie istnieje.